Relatiwizm subiektywny 2011-01-28 00:12:46

Po 4 piwach podobają mi się wszystkie kobiety...

skomentuj (0)

Po latach 2011-01-25 01:07:56

Zabawnie czyta się samego siebie, zwłaszcza po latach, a już tym bardziej w zupełnie innym kontekście. To jak wejść ponownie do domu, w którym się kiedyż żyło, kochało i pragnęło tylu marzeń, znaleźć swoje ulubione zabawki z dzieciństwa lecz mentalnie być o milion kilometrów stąd. Zabawne patrzeć na siebie z dystansu. może nawet z lekkim uśmiechem zażenowania, kiedy odkrywamy, że to co było, to "młodsze" - trąci fantastycznie dziewiczym infantylizmem. Taki ja i nie ja jednocześnie, stworzony przez przedmioty, myśli, słowa i ludzi jakimi się wtedy otaczałem lub jakich używałem albo wręcz na odwrót. Czy te zapiskim są wszystkim co po nas zostanie? Czy w takim razie pisać warto? Czas tak szybko mija, a rzeczy nieutrwalone wpadają z doskonałą logiką i powtarzalnością za bramę zapomnienia. Wszystko się zmienia i raczej nie ma miejsca na wczoraj, na przeszłość na wspomnienia. Jesteśmy rozpędzoną teraźniejszością, która gna w nieznane na płonącym rumaku podniet i pragnień...
Przyglądam się sobie, próbując znależć odpowiedź na pytanie - dlaczego przestałem pisać..?

skomentuj (0)

Powidoki okienne 2008-04-16 15:59:35

W głowie układam kolejne opowiadania, robię szkice fotografii, skupiam się na pomysłach, które chciałbym przenieść na film... a potem zapominam o wszystkim. Codzienność - jeżeli jest nieokiełznana, rozrasta się jak bluszcz i dusi każdą wolną przestrzeń, przez którą mógłby wpaść, nie daj boże, jakiś promień zapłodnienia. Co z tego będzie? Burzę się w sobie. Staję w oknie, przyciskam się do szyby, jakbym tulił się do kochanego ciała lub chciał po prostu przedostać się przez szklaną bańkę, na drugą stronę, na świat wypełniony betonowym podwórkiem. Jakie szczęście, że przed oknem tak dużo zieleni... zielony blok, bo pomalowany o dziwo optymistycznie a nie na szaro, zielony krzak bzu i zielony trawnik. Poza tym standard - piaskownica i zielona karuzela. Jedyną ekstrawagancją jest drzewko morelowe, o które i tak nikt nie dba. Za to ci z 2 i 3 piętra dbają, aby latem kraść z jego gałęzi owoce. Wyższe piętra nie mając dostępu do takowych korzyści, odwdzięczają się typowo po polsku i zrzucają z zawiścią pety oraz zużyte prezerwatywy. Wiadomo zużyte nie mają żadnej wartości. Teraz nie... ale kto wie co będzie za 100 lat. Drapię się po brzuchu patrząc na cały ten teatr. Ludzie idą, czasem usiądą, czasem podniosą głowę do góry. Zwykle jednak nieświadomi, że przygląda im się publiczność, oddają się typowym działaniom. Mało w tym komedii, trochę więcej dramatu, lecz gra aktorska słaba, cieniutka i bez przekonania. Wieje nudą. Co jest motywacją pana bohatera? Wyślę panu tekst o konstrukcji bohatera mitycznego w scenariuszu. Rzuci pan okiem, popracuje, stworzy coś od nowa... O czym myśleć w takim otoczeniu..? Kolejna wiosna nadciąga. Przyznam szczerze, że wolę widok z mojego okna jesienią. Żółć łagodzi złość, zazdrość i smutek.

skomentuj (0)

W Himalajach. 2007-11-09 12:59:33

Ostatni miesiąc podróżowałem po Indiach. Relacje i zdjęcia z tej wyprawy możecie zobaczyć tutaj.

skomentuj (0)

W totalnej dupie... Hermina, Maria i Pablo - gdzie was szukać i jak z wami żyć? 2007-10-01 00:43:05

Wczoraj skończyłem czytać Wilka stepowego - Hermanna Hessego. Od wczoraj wszystko się zmieniło... Natchnęła mnie do tego Alicja, która esemesami wysyłała cytaty, czytając na bieżąco i dzieląc się ze mną niesamowitą treścią książki. Wystarczyły 2 zdania, abym pobiegł do księgarni i szukał w zapamiętaniu, z obłędem w oczach tej pozycji. Gdybym wtedy podejrzewał jak bardzo wywróci mnie ta ksiażka, wolałbym jej wcale nie czytać. Swoją drogą jak to się wszystko dziwnie plecie. Kilka ładnych lat temu moja ukochana przyjaciółka Izabella dała mi do przeczytania Siddharthę. To chyba wtedy po raz pierwszy zapragnąłem pojechać do Indii. Wilk zaś zjawił się nieproszony, niespodziewany i zupełnie bez powodu. I to w takim momencie, kiedy luzują się i puszczają wszystkie sznurki wiążące mnie jeszcze ze starym życiem. Podstępnie zaczaił się i zaatakował, gdy zupełnie nie byłem przygotowany i myślałem, że wreszcie ogarnąłem trochę ten wewnętrzny bałagan. Żadna inna książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, nawet więcej - żadna książka nie spowodowała tornada lecącego z taką siłą i miażdżacego na swojej drodze wszystko bez wyjątku. Śmiałem się i płakałem na przemian, wyłem i wpadałem w niebyt zadumy, nie kontrolując ani czasu ani miejsca. Alicjo - powiedziałem - rozwaliła mnie ta książka i czuję, że jestem w dupie. Ja to nazywam słabością. Naszą słabością a w zasadzie słabością takich ludzi jak my - odpowiedziała... - Ale ja jestem bardzo nieszczęśliwy Alicjo. Nie rozumiem siebie, tego niepokoju, tego wewnętrznego ognia, który zmusza mnie do stałego biegu, do marzenia o kolejnym zakręcie bez oglądania się wstecz, bez nasycenia i pogodzenia z tym co już mam! Zaśmiała się - Myślisz, że nie wiem? - Podejrzewam, że tak już będzie do końca. Szczęście to dla nas za mało - przecież wiesz, mój drogi? Wczoraj stałem się synonimem smutku. Wielkiego, bezkresnego smutku, który nagle wypełnił wszystko, spychając resztę życia poza nawias. Leciałem przez miasto zbolały, odarty ze swoich tajemnic, z ukrytych pragnień, godności i poczucia wyjątkowości całego życia. Wilk wyśmiał mnie okrutnie, szarpiąc wszystkie struny pazurami, z precyzją wirtuoza dotykając tych najbardziej bolących, tych ukrytych i nie dla każdego. Nic nie zostawił bez komentarza, niczego nie pominął, z premedytacją śmiejąc mi się cynicznie w twarz. Pragnąłem, aby ktoś mnie zatrzymał, powiedział - wiesz stary to nie tak - bedzie dobrze - damy rade - lub po prostu upił się ze mna do bajecznej nieprzytomności. Urzekająco piękna dziewczyna wsiadła razem ze mną do autobusu. Jedna na tysiąc a może nawet na dziesięc tysięcy. Taka, po której od razu widać, że poza tym, że piękna, to jeszcze mądra, wyjątkowa i w ogóle to właśnie TA. Mniej niż sekundę trwało nasze spojrzenie i od razu wiedzieliśmy już wszystko, co w takiej sytuacji wiedzieć trzeba. Gryzłem łapę w tragicznym milczeniu, aby nie dopaść do niej, nie złapać za ramiona, nie skomleć, abyśmy poszli gdzieś razem, gdziekolwiek, tańczyć, szaleć, zapomnieć się na maksa w tym obłędzie. Wykręcałem stawy aż słychać było trzeszczenie kości, aż palce robiły się białe. W takich chwilach możesz wszystko, nic ani nikt cię nie zatrzyma, jest się królem życia, najbardziej wyjebanym w kosmos panem wszelkich możliwości. Każdy kaprys, każda zachcianka spełnia się tu i teraz. To właśnie magia straceńców, samobójców lub desperatów. Nie potrafiąc pomieścić tych wszystkich emocji, wysiadłem 3 przystanki przed końcem podróży. Wysiadając prawie odbiłem się od barierki mostu i poleciałem w mrok, jak ptak rozpościerając skrzydła i skrzecząc przejmująco na wiatr. Czułem, że mogłem to naprawdę zrobić.
Dziś trochę już lepiej ale to z zupełnie innego powodu i trochę gorzej również z tego samego...

skomentuj (0)

Coraz bardziej nie mój jest świat, w którym zapragnąłem żyć 2007-09-24 17:48:13

Bawimy się w puszczanie baniek, na początku jest fajnie ale potem bańki rosną, stają się ogromne, nie cieszą już a przerażają. Wpadamy w nie z zadziwiającą łatwością...
- Będę nadal niosła to swoje akwarium - mówisz i to jest kurewsko logiczne. Może czas coś tu pomoże. Zaprawdę bardzo powstrzymuję się, by nie parsknąć na głos i ust nie wydąć w cynicznym grymasie. Śmiać się! Śmiać! Tak jest znacznie lepiej, gdy czasu już nie ma. Oto cały ten teatr w teatrze - tak przecież ulubiony. Teraz oklaski - Bravo! - Proszę pan i pan i jeszcze pan...

Nie mogąc wszystkiego - nie chcę nic! Jak zawsze idę przebrać się w garnitur z elegancko odprasowanymi kantami. Jestem wtedy taki światły i PONAD. Tylko błagam nie pytaj co się stało? - nie znoszę tych banalnie udrapowanych pytań. Po prostu włącz muzykę i tańcz, niech wypełni cię szał i moja tęsknota a z braku takowych wystarczy na początek Nick Cave from No More Shall We Part...

skomentuj (0)

Wiosna moja ulubiona 2007-04-19 21:16:20

Właśnie zastanawiam się, czy minęło już wystarczająco dużo czasu, aby wszyscy, którzy czytali tego bloga zapomnieli o nim, zniechęceni zerowym poziomem aktywności po stronie autora? Przydałaby się generalne reaktywacja... Pisać na świeżo bez cenzurowania wątków i myśli - to chyba dopada każdego, kto głęboko zapuszcza się w wydobywanie siebie i rzuca te ochłapy ciekawskim na talerzu. Ciekawscy powoli stają się coraz bliżsi i pętla się zaciska... a może nie..? Jeszcze tylko podziwiam Ikara, że jej się chce, choć może ma łatwiej bo na obczyźnie - taki obrachunek sumienia i ostatnia ciepła linia przez, którą od czasu do czasu gnają impulsy ze starego lądu. Ech czytam ją jeszcze ukradkiem...

Dlaczego gdy słucham Starego Dobrego Małżeństwa i Clan Of Xymox czuję tak silną tęsknotę i nostalgię w sercu - choć nie jestem w stanie umiejscowić podmiotu..?

skomentuj (4)

Księga Gości